- Twój wilczek już śpi? - uśmiechnęła się, chcąc się ze mną podrażnić.
Nie odpowiedziałem, wyciągnąłem szklankę i nalałem do niej soku pomarańczowego.
- Błagam, bądźcie dla niej choć w najmniejszym stopniu mili. Nie chcę żeby czuła się tu jak wyrzutek, ani nic z tych rzeczy. - westchnąłem.
- Niech nie gada z Klausem i będzie ok. - stwierdziła.
Chwyciłem szklankę w dłoń i wyszedłem z kuchni.
- Dobranoc, Elijah. - powiedziała dość głośno idąc za mną.
- Nie krzycz. - wywróciłem lekko oczami. - Dobranoc, Rebekho. - dodałem.
Wszedłem do swojej sypialni, szklankę położyłem na stoliku nocnym a sam poszedłem wziąć prysznic.
***
Obudziłem się jak zwykle, wcześnie. Wziąłem poranny prysznic, założyłem garnitur i zszedłem na dół poprawiając krawat.

- Uporządkować pewne sprawy, wrócę późno. Niech wilczek nie osika nam kanapy. - uśmiechnął się złośliwie i wyszedł.
Pokręciłem głową, wszedłem do kuchni. Zważywszy na to, że wampiry nie muszą jeść - nie byłem głodny. Przygotowałem śniadanie dla Skylar, wszystko ułożyłem na metalowej tacce i ruszyłem do góry. Zapukałem.
- Elijah? - spytała.
- Tak. - odparłem.
- Wejdź.
Wszedłem powoli do środka, Sky spojrzała na mnie zdziwiona widząc tacę z jedzeniem.
- Nie wiedziałem co lubisz... - westchnąłem i podrapałem się z tyłu głowy, kiedy położyłem tackę obok niej na łóżku.
- D-dziękuję, ale... nie musiałeś. - spojrzała na mnie lekko zakłopotana.
- To tylko śniadanie. - uśmiechnąłem się lekko. - Jak noga?
- W porządku, zagoiła się. - odpowiedziała.
- To dobrze, nie przeszkadzam, smacznego. Jakby co, jestem na dole. - mówiąc to, wyszedłem z pokoju.
Wyszedłem na dziedziniec, usiadłem przy jednym z kilku stolików i spojrzałem na budynek, rozmyślając ile ludzi mogło się przez niego przewinąć przez ten czas...
?