- Mam nadzieję, że wiecie, jaki obowiązek bierzecie na siebie? - spytałem, kierując wzrok w stronę rodzeństwa.
- Śmiesz w nas wątpić? - Klaus uśmiechnął się, chowając ręce za plecy.
- Podpisz. - Rebeka posłała mi lekki uśmiech.
Westchnąłem pod nosem, chwyciłem w dłoń pióro i popisałem dokument, który czynił miasto naszym.
- Za nas i nasze miasto. - dziewczyna podała każdemu z nas po szklance z trunkiem.
W tym samym momencie wypiliśmy całą zawartość. Odłożyłem naczynie na biurko i wyjrzałem za okno.
- Pójdę się przejść. - minąłem ich, zszedłem do kamiennych schodach na dziedziniec, spojrzałem jeszcze raz na nasz nowy dom i westchnąłem.
***
Znalazłem się na mokradłach, był tu niezły bałagan. Słyszałem o wymordowaniu wszystkich wilkołaków, przez poprzedniego "władcę" miasta, ale nie sądziłem że będzie wyglądać to aż tak okrutnie. Nagle usłyszałem czyjś oddech, rozejrzałem się dookoła, spostrzegłem chowającą się za ruinami budynku. Wyciągnąłem dłonie z kieszeni i powoli tam podszedłem. Dziewczyna spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach, miała w udo wbity metalowy pręt, rana mocno krwawiła.
- Spokojnie, nie skrzywdzę cię. - powiedziałem spokojnie. - Chcę ci pomóc... - kucnąłem przed nią. - Mogę?
Dziewczyna po chwili namysłu pokiwała zgodnie głową, chwyciłem jakąś szmatę, którą miałem pod ręką i podszedłem do niej.
- Jesteś wilczycą jak się nie mylę?
- T-tak. - szepnęła. - Ja... oni... - zakryła usta dłonią.
- Spokojnie. - położyłem dłoń na jej ramieniu. - Muszę to wyciągnąć inaczej rana się nie zagoi... gotowa? - spytałem.
Dziewczyna skinęła głową, jednym ruchem wyciągnąłem to ustrojstwo, zmniejszając jej cierpienie. Zawiązałem na jej udzie szmatkę.
- Powstrzyma krwawienie do czasu zagojenia. - wyjaśniłem. - Jestem Daniel.
- S... Skylar. - odparła.
- Masz wielkie szczęście, że udało ci się przeżyć... - zacząłem.
- Jesteś wampirem... - bardziej spytała niż stwierdziła. - Pierwotny. - dodała ciszej.
- Tak ale nie musisz się mnie bać, pozwól że zabiorę cię d siebie. Ci, którzy to zrobili nie spoczną póki i ty nie zginiesz. Będziesz bezpieczna.
Zgodziła się, jako iż rana się jeszcze nie zregenerowała, chwyciłem ją na ręce i dzięki wampirzej szybkości w kilka sekund znalazłem się w sypialni obok mojej, położyłem ją na łóżko.
- Mieszkasz tu sam? - spytała rozglądając się.
- Nie zupełnie... - w tym samym momencie do pokoju wparował Niklaus.
- Chyba sobie kpisz! - warknął. - Nie będziesz przyprowadzać wilków do naszego domu, czuć ją na kilometr!
- Uspokój się. - westchnąłem.
- Rebekah! - wydarł się.
Siostra weszła znudzona do pokoju, spojrzała zdziwiona na wilczycę i na mnie, po czym zaśmiała się lekko.
- Honorowy Daniel znów coś obiecał? - przeczesała dłonią włosy. - Klaus, nic nie poradzisz. - wzruszyła ramionami i wyszła.
- Zabije ją. - zmrużył oczy.
- Gwarantuję ci że tego nie zrobisz. - powiedziałem ostrzej.
Widziałem, że chce coś powiedzieć jednak odpuścił.
- Niech nawet nie wchodzi mi w drogę bo to zrobię. - wyszedł trzaskając drzwiami.
Westchnąłem.
- Mieszkam z rodzeństwem. - dokończyłem. - Nie przejmuj się, nic ci nie zrobi. - zapewniłem siadając na łóżku.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz