piątek, 10 lutego 2017

Od Elijah'a do Skylar

Zszedłem na dół, do kuchni gdzie była Rebekah.
- Twój wilczek już śpi? - uśmiechnęła się, chcąc się ze mną podrażnić.
Nie odpowiedziałem, wyciągnąłem szklankę i nalałem do niej soku pomarańczowego.
- Błagam, bądźcie dla niej choć w najmniejszym stopniu mili. Nie chcę żeby czuła się tu jak wyrzutek, ani nic z tych rzeczy. - westchnąłem.
- Niech nie gada z Klausem i będzie ok. - stwierdziła.
Chwyciłem szklankę w dłoń i wyszedłem z kuchni.
- Dobranoc, Elijah. - powiedziała dość głośno idąc za mną.
- Nie krzycz. - wywróciłem lekko oczami. - Dobranoc, Rebekho. - dodałem.
Wszedłem do swojej sypialni, szklankę położyłem na stoliku nocnym a sam poszedłem wziąć prysznic.
***
Obudziłem się jak zwykle, wcześnie. Wziąłem poranny prysznic, założyłem garnitur i zszedłem na dół poprawiając krawat.
Znalezione obrazy dla zapytania elijah mikaelson
- Dokąd idziesz? - spytałem widząc wychodzącego brata.
- Uporządkować pewne sprawy, wrócę późno. Niech wilczek nie osika nam kanapy. - uśmiechnął się złośliwie i wyszedł.
Pokręciłem głową, wszedłem do kuchni. Zważywszy na to, że wampiry nie muszą jeść - nie byłem głodny. Przygotowałem śniadanie dla Skylar, wszystko ułożyłem na metalowej tacce i ruszyłem do góry. Zapukałem.
- Elijah? - spytała.
- Tak. - odparłem.
- Wejdź.
Wszedłem powoli do środka, Sky spojrzała na mnie zdziwiona widząc tacę z jedzeniem.
- Nie wiedziałem co lubisz... - westchnąłem i podrapałem się z tyłu głowy, kiedy położyłem tackę obok niej na łóżku.
- D-dziękuję, ale... nie musiałeś. - spojrzała na mnie lekko zakłopotana.
- To tylko śniadanie. - uśmiechnąłem się lekko. - Jak noga?
- W porządku, zagoiła się. - odpowiedziała.
- To dobrze, nie przeszkadzam, smacznego. Jakby co, jestem na dole. - mówiąc to, wyszedłem z pokoju.
Wyszedłem na dziedziniec, usiadłem przy jednym z kilku stolików i spojrzałem na budynek, rozmyślając ile ludzi mogło się przez niego przewinąć przez ten czas...

?

czwartek, 9 lutego 2017

Od Skylar do Elijah'a

Skinęłam głową, słuchając Elijah'a. Wydaje się naprawdę miły, czuję, że mogę mu zaufać. Nadal ciężko mi uwierzyć, iż to właśnie wampir pomógł mi wydostać się z tego druta. Nigdy bym nie pomyślała o przyjaźni między mną a jednym z wrogów rodziny, bliscy by nie byli zadowoleni.
- Która jest godzina? - zapytałam przemęczonym głosem.
- Za dziesięć pierwsza. - odpowiedział, spoglądając na zegarek. Przewróciłam oczami, po czym ziewnęłam, przez co zakryłam buzię dłonią.
- To chyba czas spać. - mruknęłam, przykrywając się kocem pod brodę. Elijah uśmiechnął się i wstał z łóżka.
- Dobranoc. - rzekł, lekko ochrypłym głosem.
- Dobranoc. - opowiedziałam po chwili, odwzajeniając gest. Wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Jeszcze parę minut leżałam, rozmyślając nad dzisiejszym dniem. Nadal byłam przerażona swoją sytuacją, jednak tutaj, przy Elijah'u czuję się bezpeczniej. Zasnęłam nie długo po tym, wciąż wtulona w milutki kocyk.

?

Od Elijah'a do Skylar

- Jakby co, moja sypialnia jest naprzeciwko, gdybyś czegoś potrzebowała śmiało. - uniosłem lekko kąciki ust.
Dziewczyna pokiwała głową i zacisnęła dłonie na kocu. Powoli ruszyłem w stronę drzwi, chwyciłem klamkę, jednak zatrzymał mnie głos dziewczyny.
- Elijah?
- Tak? - odwróciłem głową.
- Zostaniesz jeszcze chwilę? - szepnęła.
- Jasne. - odparłem.
Podszedłem do łóżka i usiadłem na jego skraju.
- Ten dom należał do nich... dlaczego tu mieszkacie? - spytała.
- Moja rodzina zbudowała ten dom, to miasto. Moje rodzeństwo zostało właścicielami miasta, a więc i tego domu. Nic się nie zmieniło. - rozejrzałem się dookoła.
- Ty również...
- Po części, chcą zawiązać nowe sojusze żeby znów było spokojnie. Staram się nie angażować ponieważ nie umiem dogadywać się z nimi w takich sprawach, nie jesteśmy zgodni. - wyjaśniłem.

Sky?

Od Skylar do Elijah'a

Oblizałam usta, myśląc o soczystym schabie. Szybko jednak się otrząsnęłam, przecież nie jestem na polowaniu.
- Wodę, jeśli mógłbyś. - odparłam, uśmiechając się lekko. Chłopak kiwnął głową, po czym wyszedł. Rozejrzałam się po pokoju, w którym się znajdowałam. Bardzo mnie zaciekawił jego wygląd, był urządzony w charakterystycznym stylu. Stare meble, stare obrazy i okno z widokiem na ciemny las. Niespodziewanie ktoś dotknął mojego ramienia. Gwałtownie się odwróciłam, że strachem w oczach. Mój strach zaspokoiła znajoma twarz. Elijah uśmiechnął się delikatnie i podał szklankę wody. Odwzajemniłam gest, po czym odebrałam napój i wzięłam jeden łyk. - A czy... twoje rodzeństwo zabija? - zapytałam cicho, przygryzając dolną wargę. Chłopak spuścił głowę, odrywając na chwilę ze mnie wzrok, jednak szybko powrócił do poprzedniej pozycji. Westchnął krótko, po czym odparł.
- Tak, zabijają, ale tych którzy na to zasługują. Nie masz się o co martwić, on tylko się wygłupia, po prostu nie lubi, gdy ktoś obcy jest u nas w domu. - mruknął, podnosząc lekko kąciki ust. Trochę mnie to uspokoiło, ale nigdy nie będę pewna, że nic mi nie zrobi.

?

Od Elijah'a do Skylar

Przyjrzałem jej się dokładnie, wiedziałem, że w tej chwili przez jej głowę przewija się tysiąc myśli. Westchnąłem i spuściłem na chwilę wzrok.
- Nie mogę cię do niczego zmuszać. - podniosłem wzrok, znów patrząc jej w oczy. - Jednak wolałbym, abyś została. Jest tu znacznie bezpieczniej, niż tam. - stwierdziłem.
Dziewczyna wyraźnie nie wiedziała co zrobić, oparła głowę na poduszkę.
- Okej. - szepnęła.
Uniosłem delikatnie lewy kącik ust. Opatrzyłem jej nogę, mimo że jako wilk się zregeneruje, do rany nie powinno wdać się zakażenie. Kiedy skończyłem, okryłem ją kocem.
- Jesteś wampirem, widząc krew, nie powinieneś mnie zabić? - spytała, zaśmiałem się delikatnie.
- Potrafię zapanować nad pragnieniem, żyję długo i prawie wcale go nie odczuwam. - odparłem.
- Nie zabijasz ludzi?
- Nie. - pokręciłem głową. - Chcesz coś zjeść, napić się? - spytałem.

Sky?

Od Skylar do Elijah'a

Nie powiem, bałam się. Bałam się okropnie, nawet nie potrafiłam tego ukrywać w sobie. Te wszytkie trupy, t-to... moja rodzina i przyjaciele. Nie wiem czy przeżyłam sama, czy jednak ktoś jeszcze tam jest, jednak to nic nie znaczy. To co widziałam na własne oczy, nigdy się nie rozpłynie w myślach. Pomimo tego, że źródłem mojego przerażenia był także mężczyzna, który mnie uratował, uległam. Niby wampir, niby to jeden z nich zabił wszystkich z mojego rodu, ale widziałam coś w jego oczach, czgo nie widziałam u nikogo innego. Ten spokój, delikatność i jakaś dziwne przeczucie, iż będę przy nim bezpieczna. Nistety kiedy jego brat zaczął mi grozić, automatycznie optymistyczne myśli zniknęły, po czym ponownie przerażona nie wiedziałam co robić. Teraz czuję przy Elijah'u zagrożenie, ale ten co chwilę je zmniejsza, mówiąc swoim przyjemnym głosem. Skuliłam się lekko, jednak szybko tego pożałowałam. Sycząc, gwałtownie wyprostowałam nogę. Przez ból wygięłam się w łuk, a następnie bezsilne opadłam.
- J-ja... - zaczęłam cicho, przełykając ślinę. - Nie mogę tu zostać. - dokończyłam takim samym tonem, patrząc prosto w oczy chłopaka. Ten ciągły spokój i delikatność w spojrzeniu wywołały we mnie wątpliwości, do tego co powiedziałam. Już kompletnie nie wiem, czy chcę pozostać w jego towarzystwie. Obok innej osoby zawsze raźniej, a gdybym go opuściła, nikogo by nie było. Byłabym sama, sama skazana na siebie, sama w otoczeniu drzew, za którymi tylko ktoś czeka, by poderżnąć mi gardło.

?

Od Daniela

- Mam nadzieję, że wiecie, jaki obowiązek bierzecie na siebie? - spytałem, kierując wzrok w stronę rodzeństwa.
- Śmiesz w nas wątpić? - Klaus uśmiechnął się, chowając ręce za plecy.
- Podpisz. - Rebeka posłała mi lekki uśmiech.
Westchnąłem pod nosem, chwyciłem w dłoń pióro i popisałem dokument, który czynił miasto naszym.
- Za nas i nasze miasto. - dziewczyna podała każdemu z nas po szklance z trunkiem.
W tym samym momencie wypiliśmy całą zawartość. Odłożyłem naczynie na biurko i wyjrzałem za okno.
- Pójdę się przejść. - minąłem ich, zszedłem do kamiennych schodach na dziedziniec, spojrzałem jeszcze raz na nasz nowy dom i westchnąłem.
***
Znalazłem się na mokradłach, był tu niezły bałagan. Słyszałem o wymordowaniu wszystkich wilkołaków, przez poprzedniego "władcę" miasta, ale nie sądziłem że będzie wyglądać to aż tak okrutnie. Nagle usłyszałem czyjś oddech, rozejrzałem się dookoła, spostrzegłem chowającą się za ruinami budynku. Wyciągnąłem dłonie z kieszeni i powoli tam podszedłem. Dziewczyna spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach, miała w udo wbity metalowy pręt, rana mocno krwawiła.
- Spokojnie, nie skrzywdzę cię. - powiedziałem spokojnie. - Chcę ci pomóc... - kucnąłem przed nią. - Mogę?
Dziewczyna po chwili namysłu pokiwała zgodnie głową, chwyciłem jakąś szmatę, którą miałem pod ręką i podszedłem do niej.
- Jesteś wilczycą jak się nie mylę?
- T-tak. - szepnęła. - Ja... oni... - zakryła usta dłonią.
- Spokojnie. - położyłem dłoń na jej ramieniu. - Muszę to wyciągnąć inaczej rana się nie zagoi... gotowa? - spytałem.
Dziewczyna skinęła głową, jednym ruchem wyciągnąłem to ustrojstwo, zmniejszając jej cierpienie. Zawiązałem na jej udzie szmatkę.
- Powstrzyma krwawienie do czasu zagojenia. - wyjaśniłem. - Jestem Daniel.
- S... Skylar. - odparła.
- Masz wielkie szczęście, że udało ci się przeżyć... - zacząłem.
- Jesteś wampirem... - bardziej spytała niż stwierdziła. - Pierwotny. - dodała ciszej.
- Tak ale nie musisz się mnie bać, pozwól że zabiorę cię d siebie. Ci, którzy to zrobili nie spoczną póki i ty nie zginiesz. Będziesz bezpieczna.
Zgodziła się, jako iż rana się jeszcze nie zregenerowała, chwyciłem ją na ręce i dzięki wampirzej szybkości w kilka sekund znalazłem się w sypialni obok mojej, położyłem ją na łóżko.
- Mieszkasz tu sam? - spytała rozglądając się.
- Nie zupełnie... - w tym samym momencie do pokoju wparował Niklaus.
- Chyba sobie kpisz! - warknął. - Nie będziesz przyprowadzać wilków do naszego domu, czuć ją na kilometr!
- Uspokój się. - westchnąłem.
- Rebekah! - wydarł się.
Siostra weszła znudzona do pokoju, spojrzała zdziwiona na wilczycę i na mnie, po czym zaśmiała się lekko.
- Honorowy Daniel znów coś obiecał? - przeczesała dłonią włosy. - Klaus, nic nie poradzisz. - wzruszyła ramionami i wyszła.
- Zabije ją. - zmrużył oczy.
- Gwarantuję ci że tego nie zrobisz. - powiedziałem ostrzej.
Widziałem, że chce coś powiedzieć jednak odpuścił.
- Niech nawet nie wchodzi mi w drogę bo to zrobię. - wyszedł trzaskając drzwiami.
Westchnąłem.
- Mieszkam z rodzeństwem. - dokończyłem. - Nie przejmuj się, nic ci nie zrobi. - zapewniłem siadając na łóżku.

?